mój synek ma obecnie 20 miesięcy i bardzo słabo je (w moim odczuciu, w porównaniu do wcześniejszych okresów).
Syn był karmiony piersią przez 16 miesięcy, dieta rozszerzana odkąd skończył 5,5 miesiąca - RD szło bardzo dobrze, chętnie jadł, jadał różne warzywa, owoce, mięsa, kasze, ryże, makarony... Dawałam mu zarówno papki, jak i kawałki, w zależności od dnia, moich możliwości i jego chęci. Jadł bardzo chętnie i wg mnie dość dużo. Nie miałam żadnych problemów z jego jedzeniem, wiadomo, że czasem nie dojadł obiadu, ale i tak zjadał wystarczająco dużo, żeby mnie to nie martwiło. Nie był też wybredny, lubił różne smaki. Jego jedzenia nie soliłam i nie dosładzałam. KP przez ostatnie miesiące było głównie wieczorem i w nocy, w ciągu dnia jadł już normalne posiłki.
Na początku grudnia zrezygnowałam całkowicie z karmienia piersią, synek dostawał wg mnie wystarczająco w normalnym jedzeniu.
W styczniu synek poszedł do żłobka i zaczęły się problemy. W czasie adaptacji w żłobku jadł tylko, jeśli ja byłam w sali i go karmiłam (na początku zabierałam go tuż po obiedzie, więc opiekunki wiedząc o tym, prosiły, żebym weszła w czasie obiadu pomóc z jego karmieniem). Kiedy zaczął zostawać sam na cały dzień, przestał jeść całkowicie. Nie dawał się karmić, bawił się jedzeniem. Po jakimś czasie to się NIECO poprawiło i np. zjadał trochę drugiego dania albo samą zupę. Dość chętnie jadł podwieczorki po drzemce, o ile pozwalano mu jeść samemu - wszedł w fazę, że niekoniecznie chce być karmiony, woli jeść sam, trochę tutaj trzeba go wyczuć danego dnia, jak będzie wolał. Niestety od jakiegoś czasu problem powrócił i synek w żłobku nie je wcale, czasem skubnie coś dopiero z podwieczorku.
Długo był też problem ze spaniem w żłobku, więc mały nie dość, że był głodny, to jeszcze zmęczony, przez co potem w domu był bardzo marudny i... nie chciał jeść ze zmęczenia i wkurzenia, co potęgowało problem. Zaczął jeść dość wybiórczo, bardzo mało warzyw, akceptuje głównie owsianki z owocami. Robię, co mogę, żeby mu zapewnić różnorodność jedzenia, ale ostatnie kilka tygodni jest naprawdę masakryczne. Są dni, że nie je żadnych warzyw, za to mógłby zjeść 3 owsianki. Najchętniej w swoim menu miałby tylko owsiankę z bananem, banana i bułkę.
Przechodził w lutym RSV, gorączkował, miał przez to 2 tygodnie przerwy w żłobku, więc potem jakby cała adaptacja od nowa. Do tego z RSV zgrało się ząbkowanie, gdy wychodziły mu wszystkie czwórki po kolei i to też długo trwało. Dodatkowo w żłobku poznał smak słodkiego - na podwieczorek dostają czasem jakieś słodkie biszkopty, jogurt z musem owocowym itd. Obiady też mają normalnie solone i przyprawiane, ponieważ żłobek jest wraz z przedszkolem i mają wspólny jadłospis. Mam obawy, że ta zmiana smaków też mogła wpłynąć na jego zmiany w jedzeniu.
Od kilku dni syn je naprawdę bardzo źle, już nawet owsianek nie bardzo chce, je po kilka łyżeczek, tak samo po kilka łyżeczek jogurtu. Ale z tematem ostatnich kilku dni idę z nim do lekarza w przyszłym tygodniu, bo martwi mnie, że przestał jeść zupełnie nagle (już czwarty dzień je ledwo, ledwo, a dziąsła nie wyglądają, jakby szły nowe zęby, miał gorączkę przez jeden dzień, więc już chyba nie powinno się to wiązać z niejedzeniem).
Ogólnie jego jadłospis ostatnio bardzo się skurczył, je dużo mniej i mniej chętnie, głównie smaki owocowo-słodkie (owsianki, jogurty i serki homogenizowane, mleko), prawie nie je obiadów lub skubnie tylko odrobinę. Chodzić do żłobka lubi, nie płacze tam, cieszy się, jak idzie do dzieci i nie chce wychodzić, więc nie wiem, czy to może być reakcja emocjonalna na stres żłobka. Spodziewałam się tego typu reakcji, ale liczyłam, że przejdzie po miesiącu. Tymczasem jest już kwiecień, syn jest w żłobku od ponad 3 miesięcy, a to się nie zmienia.
Taką zmianę w żywieniu dostrzegłam właśnie w okolicach 1,5 roku - nie wiem już sama, czy to wina żłobka i stresu, żłobka i zmian smakowych, przebytej choroby RSV i ząbkowania, jakiegoś skoku rozwojowego... czy takie zachowanie w tym wieku jest normalne? Jak mogę przekonać go, żeby jadł też coś bardziej warzywnego oraz obiady? Oferuję mu uparcie obiady, kanapki, owsianki, warzywa w kawałkach, warzywa starte, sałatki, jajecznicę (to czasem zje), koktajle, zupki krem, zupki zwykłe... czasem mam w kuchni 8 "potraw" dla niego wyjętych i wszystkie albo nietknięte, albo ledwo napoczęte. Męczy to już także mnie, cały dzień myślę o tym, co mogłabym mu dać jeść, żeby zjadł, co muszę kupić, żeby było dla niego itd. Karmię go już nawet jak się bawi, bo "może skupi się na klockach i zje", ale to też niekoniecznie działa. Karmienie dinozaurów (które wcześniej dobrze działało, jak marudził przy jedzeniu) już nie działa kompletnie. Martwię się, że mały się nie będzie rozwijał prawidłowo, będzie miał niedobory i będzie chudł - i tak jest z natury bardzo szczupły i wszystkie spodnie z niego spadają, ale boję się, że to mu zaburzy rozwój.
Czy jest coś, co mogę zrobić? Czy to jest normalny etap? Trwa już trzy miesiące, więc wg mnie naprawdę długo.
Z góry bardzo dziękuję za wszelkie podpowiedzi.




